Wie Pani, ja nie chcę nich męczyć, oni mieli już tyle szkoleń. Może niech się pobawią w coś fajnego to przy okazji się czegoś nauczą i będzie ok.”… zdarza mi się, że takie lub podobne słowa usłyszę od Klienta.

 

Jestem trenerem, coachem, wspieram firmy w rozwoju przez pryzmat pracy nad kompetencjami zespołów… efektywność szkoleń, to dla mnie podstawa i zastanawiam się co w takiej sytuacji odpowiedzieć Klientowi.

 

Ostatnie kilka lat, to czas kiedy gry, gadżety (poczytaj o tym więcej TU) i różnego rodzaju zabawy szkoleniowe stają się wymogiem repertuarowym każdego trenera

 

Sama prowadzę szkolenia trenerskie i odkąd uczę tego, jak wykorzystywać kreatywne metody szkoleniowe, na organizowanych warsztatach mam zawsze komplet uczestników. To po prostu moda, jak każda inna, ale z czego ona wynika?

 

Mam wrażenie, że z całą pewnością ze zmęczenia rynku szkoleniami jako takimi. Po boomie szkoleń unijnych, kiedy to dostęp do tej formy edukacji był bardzo powszechny i tani, szkolenia nieco się zdewaluowały.

 

Jest to też jedno z najbardziej czasochłonnych i energochłonnych wydarzeń w życiu rozwojowym pracownika. Jeśli szkolenie jest dwu dniowe, to najczęściej uczestnik musi wstać bardzo wcześnie rano, żeby dojechać na miejsce, więc do obiadu raczy się kawą, bo ledwo trzyma powieki na wodzy. Po obiedzie, co naturalne mózg zajmuje się trawieniem a nie myśleniem, więc praca edukacyjna jest utrudniona. Wieczorem zazwyczaj uczestnicy spędzają czas na integracji więc następnego dnia rano ich uważność jest mocno nadwyrężona, a po obiedzie chcą już jak najszybciej jechać do domu… więc jak tu uczyć, Panie Premierze?

 

Drugi argument za tym, że szkolenia wymagają zmiany podejścia, to specyfika wymagań nowych pokoleń. Kiedyś, i czasem obecnie też, ale na szczęście rzadko, Klient zamawia usługę tymi słowy „To od rana zrobi Pani jakąś fajną teorię a po południu ćwiczenia do tego”. Nuda i dyndas. No tak to nie popracujemy, ja się pod tym nie podpiszę.

 

Uczestnicy szkoleń oczekują, zgodnie z przyzwyczajeniami z dnia codziennego, różnorodności, dynamiki, aktywności i jakiegoś efektu WOW.

 

Swoją drogą kiedy dostałam feedback od jednego z Klientów „Pani Małgosiu, szkolenie super, wszystkim się bardzo podobało, ale nie było takiego efektu WOW”, to z ciekawością dopytałam, co by ten efekt dało… ale tu już Klient niestety przestał być rozmowny i stracił wenę…. I ja mu się nie dziwię.

 

To trudne, żeby uczestników szkolenia czymś tak zachwycić, żeby im szczęki opadły. I tu w sukurs przychodzą właśnie wspomniane na wstępie gry i zabawy. To one zapewniają zachwyt, wrażenia, emocje i ….zabawę.

 

Nie jestem przeciwnikiem zabawy na szkoleniach, ale od wielu lat interesuję się andragogiką, czyli tematyką tego jak uczą się dorośli i coraz bardziej upewniam się, że to nie dzieje się przez zabawę.

 

Różnice między uczeniem się dzieci i dorosłych ("Edukacja dorosłych" Malcolm S. Knowles) są zasadnicze i dotyczą między innymi motywacji (u dorosłych musi być wewnętrzna), postrzegania użyteczności i sposobu integrowania nowej wiedzy. Dorosły potrzebuje widzieć sens uczenia się czegoś nowego i jak to nowe ma się do tego co już wie i w co wierzy.

Konieczny jest proces refleksji, analizy i reinterpretacji zarówno posiadanej już wiedzy jak i nowego materiału.

 

I tu dochodzimy do sedna, czemu nauka przez zabawę w przypadku dorosłych nie działa.  

 

Kiedy dzieci się bawią, uczą się tak zwanej wiedzy pierwotnej, aksjomatów, podstaw, prawideł, źródeł. Psychologia poznawcza nazywa to czasem budowaniem pierwotnej sieci neuronalnej, to coś jakby interaktywna szuflandia, w której jest cała masa katalogów i grup pojęć, do których mamy łatwiejszy lub trudniejszy dostęp („Projektowanie Metod dydaktycznych” Julie Dirksen).

 

Na początku drogi edukacyjnej zakładamy główne katalogi, a następnie wypełniamy je podstawowymi szufladami. Dorośli mają już całkiem nieźle rozbudowane całe sale, piętra i budynki z masą informacji.

 

Żeby nauczyć się czegoś nowego, potrzebują odszukać sobie to, co już wiedzą w danej dziedzinie i nadpisać, dopisać, lub zmienić tą treść. Do tego wymagany jest etap refleksji i analizy.

 

Kiedy dorosły się bawi, gra w jakąś grę lub robi coś ciekawego, używa całego arsenału swojego dotychczasowego doświadczenia, wiedzy i umiejętności. Jest często w stanie bezwiedni zrobić coś naprawdę rewelacyjnie, może uzyskać świetne rezultaty i nawet być z tego dumnym… ale i tak na dłużej mu to nie zostanie. Czemu?

 

Bo nie zintegrował tego do już posiadanego katalogu, albo dlatego, że zrealizowane działania dopisał do katalogu – zabawa, świetne przeżycia, super czas spędzony na szkoleniu. Zrobił i już… i nic właściwie. 

 

Nie powiązał tego samodzielnie z realiami pracy codziennej, z nawykami stosowanymi w pracy, nie zweryfikował swoich przekonań, które stoją u progu jego zwyczajów zawodowych.

 

Kiedy zauważam na szkoleniu „Zobacz jak w tej grze świetnie stosowałeś różne sposoby komunikowania się, czemu na co dzień mówisz, że tego nie używasz, przecież potrafisz…?” to słyszę często „Bo to jest tylko gra a nie prawdziwe, życie, w pracy jest inaczej.” Kurtyna.

 

Dorośli nie uczą się przez zabawę… ale mogą uczyć się przy jej wykorzystaniu.

 

Sam fakt uczestniczenia w grze czy zabawie szkoleniowej nie wystarczy, ale często jest ważnym elementem w procesie rozwojowym. To, czy użycie zabawy jako elementu ćwiczenia rozwojowego, będzie skuteczne edukacyjnie, zależy od wielu czynników. Na potrzeby własne i grup trenerskich z jakimi pracuję, stworzyłam model FUN Trainingu, który wyjaśnia o co należy zadbać, czego przypilnować oraz jak to zrobić, aby dorośli mieli FUN w tym, że się uczą, ale żeby nie przysłonił im on celów szkoleniowych.

 

 

Zapraszam do śledzenia kolejnych artykułów i komentowania z własnej perspektywy tego, jak i kiedy uczą się dorośli oraz jak możemy ich w tym wspierać.

 

 

 

Dorośli NIE uczą się przez zabawę!
20 grudnia 2019
Zabawa na szkoleniach; humor na szkoleniach
humor na szkoleniach

Created with WebWave CMS